Za moich szkolnych czasów nauczyciele stosowali na lekcjach wychowania fizycznego wyrównywanie szans. Zespołom wyraźnie górujące nad przeciwnikami utrudniali zadania: liczyły się tylko gole zdobyte lewą nogą albo kosze z odbiciem piłki o tablicę. Pomyślałem o tym oglądając ostatnie spotkania polskich siatkarzy.